Zapomniane opowieści z Zawiercia

To nie będą legendy. Historia miejscowości skrywa mniej znane kryminalne karty. W mieście i okolicach działali młodociani, zorganizowani przestępcy. W 1884 r. w mieście żyło ok. 20 “Surowców”. Kim byli? Jak żyli i czym się zajmowali? 

Cofnijmy się do czasów osady fabrycznej i odkryjmy, że XIX wiek nie był tak piękny, jak niektórym się zdaje. Na świecie, w wielkich miastach czy na królewskich dworach dochodziło do licznych przyjęć, byli znani kompozytorzy, kokieteria, zaloty i wyższa dyplomacja. Natomiast w Zawierciu, cóż… wyglądało to odmiennie, co innego było na pierwszym miejscu. Kiedy mieszkańcy z oddaniem pracowali, to w międzyczasie dochodziło do serii przestępstw popełnionych przez „Surowców”.  

Pojawienie się ich w owych czasach nie zaskakuje, dobrze są nam znani przestępcy z innych miast: Pauper krakowski, ulicznik warszawski, lazorone włoski, gavroche paryzki. Nazwy wzbudzają pewną sensacje, nie inaczej jest w przypadku Zawiercia! W przemysłowym mieście doszło do kryminalnej SPECJALIZACJI i stworzenia swojsko brzmiącej profesji, która poniekąd była związana z lokalną tradycją i charakterem miasta. Poznajmy SUROWCÓW. Kim byli, czym się zajmowali i jak żyli – odpowiedzi udziela “Tydzień”, wydany w Piotrkowie Trybunalskim, w 1885 r. 

Dodajmy, że był to okres, w którym życie gospodarcze w regionie układało się bardzo dobrze. Wystarczy tylko powiedzieć, że pod koniec XIX w. działała np. manufaktura metalowa Jana Mateusza Sambora oraz Marcina Krawczyka, Fabryka Wyrobów Żelaznych E. Erbego, czy fabryka TAZ. Istniały też inne przedsiębiorstwa w Zawierciu oraz miejscowościach okolicznych. Rozwój gospodarczy rzadko kiedy przebiega równomiernie, społeczeństwo się przecież różni. Musiała się pojawić nisza, dla niewykwalifikowanych robotników lub tych, którzy mieli inny plan na siebie, czy po prostu uchylających się od pracy – zwanych w PRLu bumelantami.

Surowcami” w Zawierciu – pisze nasz korespondent – nazywają się wyrostki od lat 12 do 20, po większej części wypędzani za lenistwo lub złodziejstwo z fabryk miejscowych, a częścią różni przybłędzi okoliczni.  

Nazwę swą wzięli pierwotnie od tego, iż trudnili się głównie kradzieżą żelaza, surowcem zwanego, sprowadzanego z zagranicy dla fabryk odlewów żelaznych w Porębie, a leżącego na składzie pod gołym niebem przy stacji drogi żelaznej w Zawierciu – “Tydzień”, 8.12.1885 (nr 6), r. 13, s. 2.

Jak wyglądał typowy Surowiec? Nieciekawie… Należy powiedzieć, że jego widok mógł powodować zgorszenie. Ubiór na ogół znajdował się w opłakanym stanie, zwykle nosili bardzo zniszczone koszulę i spodnie. Co do dodatków, to najlepiej oddajmy głos relacjonujących ich “Tygodniowi”, gdyż zrobił to barwnie. 

Buty, rękawiczki i krawaty noszą naturalne, bo nie myją się nigdy, skutkiem czego ich nogi, ręce i szyja są jak but czarne – wszelki więc ubiór sztuczny dla pokrycia tych części ciała byłby zbyteczny – opisuje wygląd Surowców artykuł pt. “Surowce”, w: “Tydzień”. 

Powyżej opisaliśmy, kim byli i czym się na ogół zajmowali się Surowce – chociaż podstawowym ich źródłem utrzymania była kradzież żelaza zwanego surowcem, to kradli też inne rzeczy. Aby przeżyć przywłaszczano sobie materiały spożywcze, w tym owoce i płody rolne.  

Wyjaśnijmy jeszcze inne kluczowe dla życia kwestie. Mianowice: gdzie mieszkała lub co jedli. “Surowcy” nie posiadali stałego miejsca zamieszkania, przeto można powiedzieć, że żyli w naturalnych warunkach i spała pod gołym niebem.  

Tutaj od kwestii pożywienia dochodzimy do struktury i poniekąd organizacji grupy.

Pokarm dla Surowca stanowi chleb i woda – oraz powietrze, dlatego też nazywają ich także naczelnikami świeżego powietrza. Siedliskiem owych prowincjonalnych naszych lazarontów jest “Zawiercie”. Żyją oni tam bandą pod przewodnictwem dowódcy. (…)  

Za przewinienie surowiec zostaje sądzony przez zwierzchnika i jako delikwent zostaje wyciągniętym przez współtowarzyszów na ławie…  a raczej na ziemi. (…) – Tydzień”, 8.12.1885 (nr 6), r. 13, s. 2.

„Surowce”, jak informuje artykuł, od czasu do czasu zarabiali pieniądze za pomocą szantażu. Wymuszali oni uiszczenie daniny przez straganiarzy, którym przedstawiano możliwość. Albo płacą i mają święty spokój, albo stają się obiektem figli wyrządzonych przez „Surowców”. Dziwnym trafem „Surowce” działały trochę, jak mafia.

W końcu nadmienić mi wypada, iż małym datkiem pieniężnym, poczęstunkiem itp. można ująć głównego ich dowódcę do tego stopnia, iż tenże właścicielowi ogrodu lub sadu da przyrzecznie, iż mu żaden z surowców nie poważy się nic ukraść z ogrodu – i obietnicy swojej dotrzyma, nie tylko nie pozwalając nie ruszyć, ale poleciwszy podwładnym pilnować i strzec powierzonego sadu – w gestii ochrony zapewnionej przez „Surowców” czytamy w „Tydzień”, 8.12.1885 (nr 6), r. 13, s. 2.

Z czasem najwidoczniej „Surowcy” przeholowali, popełnili o jedną kradzież za dużo, gdyż działania policji z roku 1883 zredukowały liczebność grupy do ok. 20 osób. Co się później z nimi działo nie wiadomo, ciekawe czy później służyli patriotycznym celom, czy też niekoniecznie. W ramach ciekawostki zakończymy podając ich ulubione miejsca spotkań, były to szynki: „Gwóździa”, „Becki” oraz hotel „Gluekanf” i okolice magazynów przy torach kolejowych.

Krzysztof A. Kluza

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button