Okoliczne skarby – w ludowych opowieściach

Czy znacie opowieści o ukrytych skarbach? W XIX wieku w Zagłębiu oraz okolicach przekazywano sobie wiele podań. W co wierzono w powiecie zawierciańskim? Gdzie szukać sławy i majątku? 

Nie jest naszym zamiarem tworzenie mapy skarbów okolicy, nie chcemy też promowanie niebezpiecznych aktywności rodem z filmów z Iniana Jonsem. Zwracamy jednak uwagę, że legendy o bogactwie na wyciągnięcie ręki krążyły również w powiecie zawierciańskim, przypomnijmy niektóre z nich. 

Anegdoty, przekazy, opowieści o ukrytych majątkach przypominają fantastyczne opowieści. Spójrzmy na nie jednak inaczej, wtedy łatwo odkryjemy w nich socjologiczny opis miejscowej ludności. To również bardzo dobre źródło do badania historii codzienności, kultury i zwyczajów. Należy je czytać, zachowując dystans i rozwagę, niemniej coś się w nich może kryć. Publikacja pt. Podania i opowieści z Zagłębia Dąbrowskiego w sposób malowniczy odzwierciedla, to czym żyła miejscowa ludność. Przytoczmy wybrane legendy, które związane są z powiatem zawierciańskim. 

Zachowaliśmy oryginalną pisownię, która momentami może nie być do końca zrozumiała, ale nie powinna stanowić problemu w odczytaniu myśli. 

Skarb na drodze 

Chłop nazywał się Danek. Mieszkał w Zdowie. Ten Danek jechał raz do Żarek. To było 2 lipca, bo akurat był odpust w Leśniowie. Na Wygodzie koło Zdowa była karczma, taki dom zajezdny, dla tych panów, co jechali do Francji na wczasy. Dawniej nie było kolei, to jechali powozem. 

Z karczmy wyjechał jakiś pan wolantem. Z tyłu była uwiązana waliza i tak się kolibała, że się w końcu urwała. Danek znalazł tę walizę.  

Tam było 18 tysięcy dukatów w gotówce i 35 tysięcy w rewersach. On nie wiedział, co to są te rewersy i poszedł z tym do pana ze Zdowa. Dał mu te rewersy, a pan mu dał ziemi trzy huby za to. Taka huba to 12 hektarów. Tyle miał za te rewersy, a tę gotówkę to przepił – „Podania i opowieści z Zagłębia Dąbrowskiego”.

Skarb na Morsku 

Pod zamkiem w Morsku są pokopane doły. To były okopy i stanowiska armat w czasie pierwszej wojny światowej. Tu stał front. Kiedy żołnierze kopali stanowiska pod działa, trafili na skarby.  

To była skrzynia pełna złotych pieniędzy, drogich kamieni, srebrnych kielichów. Trafili na ten skarb, zobaczyli, co w skrzyni jest, ale to była wojna. Gorący czas. Nikt z żołnierzy nie wiedział, czy przeżyje, czy powróci do domu. Nie było możliwości wozić tyle złota ze sobą. Zakopali tę skrzynię z powrotem i umówili się, że kto przeżyje, to wróci po pieniądze. 

To byli Austriacy. Jeden z tych żołnierzy dostał się do niewoli rosyjskiej, a inni zginęli. Przeżył wojnę w tej niewoli i jak wyszedł, wrócił po ten skarb do Morska. 

Był jednak wycieńczony niewolą, słaby, chory i postanowił poszukać wspólnika. Przyszedł do wójta w Podlesicach i zwierzył się, że chce go dopuścić do spółki za pomoc, gdyż sam nie da rady odkopać skarbu.  

Wójt miał syna. Poszli w nocy we trzech kopać te pieniądze. Mieli kopać do pierwszego świtu. Żołnierz zmęczył się i przed świtem zasnął. 

“Tato, po co my mamy się dzielić? Jego i tak nikt nie zna!”

Ojciec się zgodził. Syn wyrżnął żołnierza obuchem w głowę i zabił na miejscu. Zakopać go już nie było czasu, a bali się podejrzeń i kłopotów (bo jakby trupa znaleziono na terenie gminy tego wójta, to on osobiście odpowiadałby za śledztwo), więc zwłoki obnażyli, mundur łatwo było schować, a żołnierze przeciągnęli w granice następnej gminy. 

Ludzie znaleźli zwłoki, śledztwo toczyło się, ale już w innej gminie. Winowajców nie znaleziono, żołnierza pochowano i na tym się śledztwo skończyło. Ale, jak to mówią, los lubi się mścić. Syn tego wójta nie uniknął kary. (…) 

Odbyło się drugie śledztwo i sąd skazał tego syna na dożywocie, tak że skończył w więzieniu. W Morsku opowiadają, że u podnóża tych skał straszy żołnierz. Chodzi w tym długim szynelu i szuka dalej tego skarbu –„Podania i opowieści z Zagłębia Dąbrowskiego”.

Skarb Bialika 

Na zamku w Bobolicach jest taka przybudówka. Mówili, że tam były ukryte skarby. To miało być podobno naczynia domowe wszystkie w złocie i srebrze. Jak się wejdzie na ostatnią basztę, to z boku taki wycinek jest. To tam miały być zamurowane te skarby. 

Był chłop w Bobolicach nazwiskiem Bialik. On to wykopał. Pukał po tych ścianach, pukał i w tym miejscu się odezwało, bo tam pustka była. 

Wydobył ten skarb ze skrytki no i sprzedał Żydom. Sprzedał Żydom z Lelowa, ale za bezcen. Nie znał się na tym, nikogo nie spytał, co to warte i niewiele z tego miał. 

Miał 98 lat, jak mi to opowiadał. Pamiętam do dobrze, bo ja lubiłem te historie o zamku i go o to wiele razy pytałem – „Podania i opowieści z Zagłębia Dąbrowskiego”.

Skarb na zamku w Bobolicach 

To mi łopowiadoł, jak jeszcze żył, Skrzypiciel. Śniło mu się, że na zamku bobolickim mo  być jakisi skarb, ino trza po niego o dwunasty w nocy. Roz poszedl, tak jak było powiedziane, o dwunasty w to miejsce, gdzie ten skarb miał być zakopany. Zacyno kopać, a dwóch takich panków w kapeluszach przychodzi do niego. Jeden godo:  

– „Po coś tu przysed?”

A łon zląk się. Nie powiedział prawdy, ino godo:

– “Chlopok chcioł, żeby mu kawki chycić. Po te kawki przysedem”. 

– „To nie przychodź tu więcy.”

Jak się zerwoł wiater, jak tego Skrzypiciela zakołuwało, to som nie wiedział, kiedy i jak, a już był na drodze. Dopiero wtedywłosy mu dęba stanyly i zacon lecić do domu, tak ze o mało nóg nie połomół – „Podania i opowieści z Zagłębia Dąbrowskiego”.

Skarb w Okienniku 

W Jurze jest tak zwany Okiennik. Tam kiedyś byli bandyci. Od tamtych czasów leżały na ziemi pieniądze. Ci bandyci je pewnie zakopali i leżały. Ludzie widzieli o nich, nawet szukali, ale nikt nie znał planów i nie mógł znaleźć. (…). 

Wybraliśmy się w nocy do tego Okiennika. Oni mieli dokładny opis, gdzie należy kopać i ja kopałem tam, gdzie mi pokazali i wykopaliśmy ten skarb. To była skrzynia srebrnych pieniędzy. Pan sobie wziął te pieniądze, a ja sobie zostawiłem kilka sztuk tego. To było samo srebro. Gieło się w palcach – „Podania i opowieści z Zagłębia Dąbrowskiego”.

Skarb z Turzy 

Niedaleko od Ciągowic jeden chłop wykopał truminkę pieniędzy. Dawniej nie było drogi od Ciągowic do Zawiercia. Szło się ścieżką przez las. Dopiero w czternastym roku Niemcy zaczeli, a Polska skończyła i jest szosa. Jak szłam do Zawiercia przez Turzę, to jedna kobieta opowiedziała mi o skarbie. Pokazała mi to miejsce. Tam stał krzyż. 

Koło tego krzyża bawiły się dzieci Połki. Grzebały, grzebały, patrzą a tu truminka. Zalecały do domu i mówio: 

– „Tato, znalazły my truminkę pieniędzy!”

Połka poszed za temi dziećmi no i wykopoł truminkę. Tu o nim często opowiadali. Przezywali go zbój. Znali go tu. Na każdym jarmarku był, handlował krowami, wieprzkami – „Podania i opowieści z Zagłębia Dąbrowskiego”.

Skarb w Ciągowicach 

W Ciągowicach były pieniądze zakopane pod dworem. Tam pełno było dziur, bo ludzie precz kopali i szuali tych pieniędzy. Jedni tu kopali i byli już blisko, ale chłop zaklon i się odsuneły dalej. Dokładnie mieli odliczone krokami to miejsce i jakby drugi raz kopali te pieniądze, to byłyby jeich. 

Ale akurat wyszła wojna. Obsadziło się tu niemieckie wojsko i zaczęli kopać pod armaty. Traf chciał, że w tym miejscu, gdzie były te pieniądze. Wykopali moc grosza. Nocą wykopali w zbożu dół i tam te pieniądze przenieśli.

Jak się ta wojna skończyła, to przyjechali i odkopali ten skarb. Został tylko dół. My nieroz chodzili oglądać ten dół. To było po tamty wojnie. – „Podania i opowieści z Zagłębia Dąbrowskiego”. 

 

Skarb w Wysokiej 

Jak się idzie z Wałów do Wysokiej, to stoi wielki dąb. Tam pod tym dębem był zakopany skarb. Ludzie o nim wiedzieli, ale nie każdy wykopie skarb. Trzeba wiedzieć, jak kopać. Był w Wysokiej taki chłop. Nazywał się Jan Kozieł. On wiedział, jak kopać. 

Poszedł pod ten dąb, ciął korzenie i kopał, ale wolno… wolno. Trzeba kopać z zimną krwią. Nie wolno kląć, nie wolno się śpieszyć. 

Jakby był taki chytry, taki szybki, to nie wykopie. Kozieł kopał, a dzieci pilnowały. Dokopał się pod korzeniami do pieniędzy. Wyjął kociołek pieniędzy. Tak przyszło, że Kozieł umar. Pieniądze zostały w stodole. 

Zaczeło w domu straszyć, tłukło się po stodole, w szopie, na strychu. Bo jak kto zakopie skarb a umrze i nie powie nikomu, tu dotąd się będzie po śmierci tłukł, aż te pieniądze wykopią. I te dzieci zaczeły szukać. Tak długo szukali, aż wykopali. Dopiero przestało straszyć – „Podania i opowieści z Zagłębia Dąbrowskiego”. 

Skarb na Wiesiółce 

Na Wiesiółce był młyn, a koło młyna był dąb, W tego dęba uderzyło i się przewrócił, a tam pod korzyniamy był pełny antołek złotych pieniędzy. Lorki je znalazły, jak jechały na jarmark do Siewierza. 

Patrzo, leży antołek. Rusajo, a tu piniądze wylatujo. Przysypaly piochem i mówio: 

– “Jak nazod pojedziemy, to weźmiemy” 

Przyechaly nad wieczór, pocekaly aż się ścimni i zabraly. Wsyzstkie dzieci wywianuwaly. Synów było sześciu, córki dwie i wszyscy dostaly. 

A przecie ten Lorek był pierwy bidny. Łun był taki bidny jak jo, bo tam przecie ino piochy były. A późni? Kupiły se polę, stodołę wystawił jak dworsko. Drewniane wszystko, bo downi tak stawiały. 

Pamiętom ich, to ładne ludzie byli. I łuna, i łun – „Podania i opowieści z Zagłębia Dąbrowskiego”. 

Powyżej opisaliśmy przekazywane przekazy z naszego regionu, które łączy motyw skarbu. Często prowadził on do zguby.

Literatura cytowana:

Podania i opowieści z Zagłębia Dąbrowskiego, opr. Marianna i Dionizjusz Czubalowie, Katowice 1984.

Krzysztof A. Kluza

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button