Ostatnia próba ratowania Rzeczypospolitej

Szczekociny posiadają długie tradycje walki o niepodległość: Bitwa pod Szczekocinami została stoczona w ramach insurekcji kościuszkowskiej. Chociaż zakończyła się klęską Polaków, to… Wydarzenia mogły mieć inny przebieg.

Tekst przedstawia fragment wydarzeń nazwanych: Bitwa pod Szczekocinami. Skupia się głównie na dysproporcji między polskimi siłami, a liczebnością oraz stanem uzbrojenia Prusaków i Rosjan.

Do jednego z największych starć w historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów doszło: 6 czerwca 1794 r. pod Szczekocinami. Pola walk były położone na pobliskich terenach. Bitwa rozegrała się na polach wsi: Chebdzie, Rawka, Wywła, Przybyszów i Moskorzew. Działania zbrojne trwały 7 godzin, od 11 do 18 – pisze Maciej Maciejak.

Przed samą bitwą Tadeusz Kościuszko miał pod swoimi rozkazami 2 200 piechoty, 2 tys. kawalerii, regiment 1 920 kosynierów, 200 wolontariuszy i 12 armat, a kiedy 19 V połączył się z gen. mjr Adamem Grochowskim, to wojska powstańcze wzrosły w dwójnasób. Polacy po połączeniu mieli 10 tys. żołnierzy, 5 tys. chłopów i 33 działa. Była to siła wystarczająca, żeby pokusić się o starcie z gen. Fiodorem Denisowem, który posiadał 10 tys. bagnetów i szabel, lecz aż 70 armat – podaje Szczekociny FB, 16 listopada 2018.

O ile polskie siły zbrojne zebrane podczas insurekcji były porównywalne do rosyjskich i szalę zwycięstwa mógł przeważyć geniusz dowodzącego Tadeusza Kościuszki, to… Nie miały szans z połączonymi siłami pruskimi i rosyjskimi. Z taką sytuacją jednak musiano się mierzyć. 6 czerwca 1794 r. polskie oddziały dowodzone przez gen. Józefa Wodzickiego zauważyły pruskie wojsko w okolicach Przybyszewa. Dodajmy, że w owych czasach pruskie siły zbrojne słynęły z dyscypliny, zorganizowania i skuteczności w boju.

Wspomnianego 6 czerwca ok. godziny 10 rano pruskie siły wojskowe złożone z trzech batalionów fizylierów, czterech szwadronów huzarów oraz niecałej konnej baterii usunęło polskich strzelców i powstrzymało ich przed obserwacją Przybyszewa – dodaje Maciej Maciejak.

Pruskie wojsko nie pozostało niezauważone. Jednak kiedy zorientowano się w swoim położeniu, było już za późno.

Gen. Józef Wodzicki, dowodzący II Regimentem Piechoty, stojącym na lewym skrzydle, razem z adiutantem kpt. Stanisławem Usielskim wysunął się na mały wzgórek przed frontem wojsk. Przez lunetę z rosnącą konsternacją obserwował długą, rozwijającą się nieprzyjacielską linię bojową, która zajmowała przeszło 3 kilometry. Nie miał problemu z rozróżnieniem mundurów (…) Ta długa linia piechoty, to Prusacy… chociaż Naczelnik upierał się, że z Moskalami jest jeden tylko batalion pruski – dodaje Maciej Maciejak.

Ważna informacja musiała zostać niezwłocznie przekazana naczelnikowi – Tadeuszowi Kościuszce. Jej znaczenie przecież było nie do przecenienia. Jednak nie zdążono tego zrobić. Kiedy gen. Wodziki oraz jego adiutant kpt. Usielski w celu uzyskania lepszego widoku, wspięli się na pagórek i… wtedy zostali zauważeni. Śmierć przyniósł im wystrzelony pocisk z pruskiej artylerii. Generałowi urwał głowę, a jego adiutanta rozerwał na dwoje.

Pruskie wojska zostały jednak zauważone przez innych polskich dowódców. Dostrzegli je również: gen ks. Eustachy Sanguszko, dowodzący prawym skrzydłem jazdy, gen. mjr Adam Poniński, dowodzący prawym skrzydłem piechoty. Przekazali oni informacje o dużych siłach nieprzyjaciela, sugerując przy tym odwrót. W owym momencie istniała jeszcze prawdopodobnie możliwość zaprzestania walk i odwrotu. Możliwość taka była przez nich doradzana, jednak…

Tadeusz Kościuszko zdecydował inaczej. Postanowił walczyć. Tego wyrazem był ostrzał pruskiej piechoty z 12-funtowych polskich armat. Należy zaznaczyć, że spowodował on straty w armii pruskiej.

W tak zwanym międzyczasie armia pruska połączyła się z dowodzonymi przez gen. Chruszczowa oddziałami rosyjskimi. Wszystko działo się na obszarze, które powinno być zajmowane przez lewą flankę pruskiej armii. Pojawił się tam również gen. Pistor nakłaniając gen. Chruszczowa do zajęcia innej pozycji względem miejscowości Przybyszew. Jednak istniało wtedy ryzyko odsłonięcia się i zwiększenia podatności na atak Polaków. Postanowiono przedsięwziąć środki przed tym zabezpieczające.

Nie wiadomo kiedy dokładnie, ale gen. Chruszcow zlecił podpalenie wsi Przybyszew. Decyzja była spowodowana wcale nie taktyką: pal i niszcz, ale podyktowana strategią wojenną. Polskie oddziały nie były w stanie zareagować i wychwycić momentu słaboci przeciwnika, bo… w kłębach dymu nic nie widziały.

Manewry i przemieszczenia oddziałów wojskowych były konieczne, aby postawić wojsko pruskie w gotowości do ataku. Plany operacyjne wdrożono ok. godziny 11. Od tego momentu możemy mówić o ataku prowadzonym przez wrogie Polakom wojska.

Prusacy w takt werbli, przy dźwiękach piszczałek, trąbek i rogów myśliwskich posuwali się do ataku. Pruska armia ustawiona w dwa rzuty z dziesięcioma batalionami w pierwszym i sześcioma w drugim, z huzarami von Czettritza na prawym skrzydle, znajdowała się ok. 2 tys. kroków od miejscowości Wywła. Wysunięta do przodu awangarda pruska skierowała fizylierów na Wywłę, ubezpieczając ich ruch swoimi czterema szwadronami huzarów od strony grzbietu. Kpt. Pontanus, pełniący obowiązki dowódcy całej artylerii pruskiej, dostał rozkaz pójścia naprzód z trzema 6-funtowymi batalionowymi artylerii konnej i ostrzelania wsi Wywła – dodaje Maciej Maciejak, nadmienia również, że rozkaz zmieniona na ostrzelanie polskiego oddziału.

Działania wojska pruskiego toczyły się we współpracy z oddziałami rosyjskimi. Rosyjskie baterie strzelały do miejsc zajmowanych przez Polaków. Niemniej pomoc Rosjan nie stanowiła zagrożenia dla Polaków Wszystko przez znaczną odległość oraz rzeźbę ternu. Należy jednak oceniać działania podejmowane przez Rosjan, w kategoriach wywierania presji psychicznej.  Odnosiło to pewne skutki, gdyż polscy żołnierze nie byli „ostrzelani – Maciej Maciejak.

W południe, przewagę w bitwie próbowano uzyskać, dzięki ostrzeliwaniu prowadzonemu przez pruską konną półbaterii z pruskiej awangardy. Poszła ona nawet krok dalej. Po godzinie 12 rozpoczęła ona natarcie wspierana przez 2 bataliony fizylierów (piechota wyposażona w karabin skałkowy tj. fuzje lub lekka piechota czasów napoleońskich). Celem ataku była wieś i folwark Wywła. Miejsce, chociaż oddalone od głównego biegu wydarzeń, to posiadało istotne znaczenia dla zabezpieczenia lewego skrzydła Polaków. Z powodów taktycznych i logistycznych – odległość – Polacy nie byli w stanie zapewnić wsi odpowiedniego wsparcia.

W konsekwencji pruscy fizylierzy zmusili do odwrotu polskie siły znajdujące się w Wywłej.

Tym sposobem umożliwiły natarcie pruskiej piechoty wzdłuż południowego ramienia grzbietu 317,0 na lewe skrzydło polskie. Odrzucony batalion IV Regimentu Piechoty schronienie znalazł w lasku u boku strzelców majora Biegańskiego. Wywła nie hamowała już marszu, a ugrupowanie nieprzyjaciela było szersze od polskiego. Prusacy nacierali charakterystycznym szykiem skośnym, wysunięty prawym skrzydłem, mówiąc inaczej schodami w lewo. Wobec braku mocnego terenowego oparcia punkt ciężkości bitwy w postaci obejścia lewego polskiego skrzydła zapowiadał się automatycznie – dodaje Maciej Maciejak.

Pruskie wojsko było zdeterminowane i dążyło za wszelką cenę do celu. Nie przeszkodził w tym nawet polski ciężki ostrzał. Artyleria Polaków zbierała swoje żniwo. Była to sześciodziałowa bateria 12-funtowych armat ulokowana na zboczu grzbietu wzgórza.

Dzielni polscy kanonierzy, usmoleni na czarno od prochu, w pocie czoła uwijali się, byle prędzej ładować działa. Bateria spowita dymem, biła niestrudzenie całą mocą swego ognia, wypluwając raz za razem kolejne śmiercionośne ładunki. Kule wystrzelone z polskich armat wyrywały krwawe bruzdy w nieprzyjacielskich szeregach, urywały kończyny, rozrywały ludzkie korpusy (…) ogień polskich dział na wzgórzu zbierał okrutne żniwo – dodaje Maciej Maciejak.

O dalszych losach potyczki ze szczegółami przeczytamy w publikacji Macieja Maciejaka „Bitwa pod Szczekocinami”. Na zakończenie koniecznie zapiszmy bilans strat. Prusacy twierdzili, że 1 250 z nich poległo. Polskie straty (razem z rannymi) wyniosły: 750  osób – przy czym historycy zastanawiają się, czy podana liczba zawiera zabitych żołnierzy polskich. Do tego do niewoli zabrano 500 jeńców i zdobyto 17 armat, które mieli Polacy. Znamy też straty Rosjan, którzy zasilili pruskie szeregi. Było to 87 zabitych, 479 rannych oraz 510 utraconych konii  – kończy Maciej Maciejak.

Załączamy zdjęcia z planu taktycznego walk z godziny: 14 i 16.

Ciekawostki:

W Moskorzewie, czyli w województwie świętokrzyskim (pow. włoszczowski, gmina Moskorzew) tuż przy granicy z województwem śląskim znajduje się kopiec. Jest to nasyp ziemny wysokości ok. 2 metrów. Z tego miejsca podczas bitwy miał dowodzić Tadeusz Kościuszko.

PTTK z Kielc i Częstochowy wyznaczyło w 1984 r. szlak turystyczny z rynku w Szczekocinach do wsi Chałupki, na „Kopiec Prusaków” (pole bitwy), do Wywły, „Kopca Grochowskiego” i dalej przez „Kopiec Kościuszki” do kościoła w Moskorzewie, gdzie po bitwie pozostawiono rannych – Dariusz Kalina, KOPIEC KOŚCIUSZKI CHEBDZIE, 22.12.2014. Jest to wyraz pamięci na cześć ofiar Insurekcji kościuszkowskiej. Miejsce jest wpisane do rejestru zabytków.

fot. Jerzy Ronikier, „Bitwa pod Szczekocinami (6 czerwca 1794)” [W:] Leksykon polskim bitew, twojahistoria.pl.

na podst.

Maciej Maciejak, Bitwa pod Szczekocinami 6 czerwca 1794, Zabrze-Tarnowskie Góry 2014.

Krzysztof A. Kluza

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button